mokre buty można uzyskać na kilka sposobów.
najbardziej rozpowszechniony z nich to pozwolić wodzie spragnionej spotkania z naszym palcami wpełznąć do suchych butów przez upatrzone szczeliny (bądź też, w przypadku tworzyw bardziej przepuszczalnych, przez całą powierzchnię). efekt pożądany (przez wodę, rzecz jasna) osiąga się po stosunkowo krótkim czasie. metoda ta bardzo dobrze sprawdza się w przestrzeniach otwartych, nawet częściowo zadaszonych - wprost idealne wydają się przystanki autobusowe tudzież tramwajowe; jak wiadomo, woda w kałużach nudzi się niemożebnie, w związku z tym z radością wita każdą parę suchych butów pojawiającą się w polu widzenia.
wady: z punktu widzenia wody - buty mogą okazać się kaloszami; z punktu widzenia właściciela butów - mogą się nie okazać kaloszami.
istnieje jeszcze kilka metod alternatywnych, wśród których należy wspomnieć przede wszystkim skok do wody w obuwiu (w rejonie Mazur i na Pomorzu często używa się w tym celu "pomostu kończącego się wcześniej niż się spodziewałem") i wrzucenie obuwia do miski bądź wanny z wodą (w warunkach domowych praktycznie jedyna skuteczna metoda, chyba że trafi się akurat przeciekający dach, i to przeciekający akurat nad butami).
w następnym odcinku: przeszkody, które można napotkać przy suszeniu mokrych rzeczy, ze szczególnym uwzględnieniem strajkujących kaloryferów.
wtorek, 23 września 2008
czwartek, 18 września 2008
odzywka dwuznaczna
koleżanka zaliczyła egzamin z włoskiego. co można w takiej sytuacji powiedzieć?
"no to włoski z głowy!".
"no to włoski z głowy!".
środa, 10 września 2008
mówcie, co chcecie, ale to najzwyklejsza paranoja
Ostatnie doniesienia z frontu badań psychologicznych donoszą, że grupa badaczy zaobserwowała interesujące zjawisko. Otóż studenci psychologii tudzież innych kierunków, zmuszeni do zdobycia podstaw wiedzy w tejże fascynującej dziedzinie [głównie ze względu na specjalizację nauczycielską (ok. 80% badanych)] wykazują zdumiewający odruch: w trakcie czytania rozdziałów i artykułów poświęconych eksperymentom I. Pawłowa zauważalnie wzrasta u nich wydzielanie śliny, czasem do tego stopnia, że utrudnia korzystanie z materiałów dydaktycznych (użytkownicy e-booków radzą sobie w tej sytuacji nieco lepiej od tych, którzy preferują tradycyjne, papierowe podręczniki, ale za to muszą sobie radzić z problemem częstych awarii klawiatury). Uczeni głowią się nad przyczyną tego zjawiska (hipoteza o wszczepieniu studentom przez UFO psiego DNA została odrzucona jako absurdalna); wiemy już, że powstają na ten temat co najmniej trzy prace magisterskie.
Póki co, zaleca się rozsądne dozowanie kontaktów z materiałem zawierającym wzmianki o Pa... rosyjskim uczonym.
z klatki nr 3 w laboratorium 312 na Uniwersytecie Nienormalnym informuje
niezwykle inteligenty Szczur Laboratoryjny.
Póki co, zaleca się rozsądne dozowanie kontaktów z materiałem zawierającym wzmianki o Pa... rosyjskim uczonym.
z klatki nr 3 w laboratorium 312 na Uniwersytecie Nienormalnym informuje
niezwykle inteligenty Szczur Laboratoryjny.
wtorek, 2 września 2008
Tona papierów, co liczyła sobie...
Tona papierów okazała się liczyć wszystkiego trzy kartki, z czego jedna była po polsku od biura wymiany zagranicznej (mniejsza o to, że jako państwo, do którego mam jechać, figuruje tam Izrael), a dwie po angielsku od ambasady, gdzie stało, że pani taka a taka została przyjęta na "scientific research" na okres miesięcy kalendarzowych sześciu.
Przedźwigać się zatem nie miałam okazji i dla uczynienia zadość własnym oczekiwaniom wypożyczyłam sobie z Wielkiej Zielonej Biblioteki stos książek, z których jedna waży tyle, co wszystkie pozostałe razem wzięte (mały konkurs dla chętnych: która z nich jest potrzebnym mi na zaliczenie podręcznikiem do psychologii?).
Niedoszła Tona Papierów nie zawiera, niestety, zbyt wielu informacji. No dobrze, zawiera tę najbardziej interesującą, czyli: ile wynosi stypendium. Nie zawierają natomiast takich, jak: dokąd mam się udać po przybyciu na miejsce, czy mogę mieszkać w akademiku, ile mam zabrać zdjęć do różnych dokumentów (podobno około 20), czy ktoś się tam w ogóle mną zainteresuje i kto dysponuje funduszami.
Podejrzane.
Niemniej jednak 27 października lecę Tam. Będzie o czym pisać.
Mam nadzieję, że również magisterkę ;-).
Przedźwigać się zatem nie miałam okazji i dla uczynienia zadość własnym oczekiwaniom wypożyczyłam sobie z Wielkiej Zielonej Biblioteki stos książek, z których jedna waży tyle, co wszystkie pozostałe razem wzięte (mały konkurs dla chętnych: która z nich jest potrzebnym mi na zaliczenie podręcznikiem do psychologii?).
Niedoszła Tona Papierów nie zawiera, niestety, zbyt wielu informacji. No dobrze, zawiera tę najbardziej interesującą, czyli: ile wynosi stypendium. Nie zawierają natomiast takich, jak: dokąd mam się udać po przybyciu na miejsce, czy mogę mieszkać w akademiku, ile mam zabrać zdjęć do różnych dokumentów (podobno około 20), czy ktoś się tam w ogóle mną zainteresuje i kto dysponuje funduszami.
Podejrzane.
Niemniej jednak 27 października lecę Tam. Będzie o czym pisać.
Mam nadzieję, że również magisterkę ;-).
długo wyczekiwane "tak"
Zaniosłam im tonę papierów. Obejrzeli, wzięli, schowali.
Za jakiś czas zażądali kolejnej tony papierów. Cierpliwie wysłuchali pytań, odpowiedzieli, opowiedzieli kilka ciekawych historii, papiery wzięli i wysłali, gdzie trzeba.
Gdzie Trzeba raczyło milczeć przez następne, bagatelka, pół roku. Mniej więcej tyle, na ile opiewał wniosek. Gdybym wiedziała, może złożyłabym podanie o trzy miesiące i skróciła czekanie o połowę?
Dzisiaj wczesnym porankiem, kiedyśmy sobie z Kimś toczyli niezbyt poważne rozmowy usadowieni na szczycie regału na książki, zadzwonił telefon. Musiałam się, ja biedna, obudzić i ten telefon odebrać.
Telefon przemówił głosem żeńskim i sympatycznym i poinformował był, że mi Przyznali.
Wreszcie.
Jutro rano idę po kolejną tonę papierów. :)
Za jakiś czas zażądali kolejnej tony papierów. Cierpliwie wysłuchali pytań, odpowiedzieli, opowiedzieli kilka ciekawych historii, papiery wzięli i wysłali, gdzie trzeba.
Gdzie Trzeba raczyło milczeć przez następne, bagatelka, pół roku. Mniej więcej tyle, na ile opiewał wniosek. Gdybym wiedziała, może złożyłabym podanie o trzy miesiące i skróciła czekanie o połowę?
Dzisiaj wczesnym porankiem, kiedyśmy sobie z Kimś toczyli niezbyt poważne rozmowy usadowieni na szczycie regału na książki, zadzwonił telefon. Musiałam się, ja biedna, obudzić i ten telefon odebrać.
Telefon przemówił głosem żeńskim i sympatycznym i poinformował był, że mi Przyznali.
Wreszcie.
Jutro rano idę po kolejną tonę papierów. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)