Od dawna ostrzyłam sobie zęby na początek greckiego Wielkiego Postu, ciesząc się, że wreszcie będę mogła zaobserwować tradycję "na miejscu". My mamy Środę Popielcową z posypywaniem głów popiołem (czy Wy też zawsze wpadacie na świetny pomysł umycia głowy PRZED pójściem do kościoła?), a Grecy w swój Czysty Poniedziałek (Kαθαρά Δευτέρα)...
...puszczają latawce.

Jak widać, grecki χαρταετός (czyli "papierowy orzeł"), w odróżnieniu od naszego wyobrażenia latawca (romb albo coś mu bliskiego), ma kształt sześciokąta.
Grecy (i nie tylko) w ten dzień nie idą do pracy (poza tymi, którzy sprzedają latawce;), ale wylegają tłumnie w zielone okolice i na wzgórza (przynajmniej w Atenach), bo na wzgórzach bardziej wieje i jest większa szansa, że latawiec zechce się wzbić w niebo. A w zielonych okolicach można piknikować i śpiewać (pani u dołu gra, o ile informacje z sieci nie kłamią, na instrumencie o pięknej nazwie "kanonaki"):

Jednym z tradycyjnych pokarmów początku Wielkiego Postu jest lagana, czyli specjalny chleb - niekwaszony. Zdjęcia nie będzie, bo nie udało mi się osobiście z nim spotkać.
Udało mi się za to spotkać osobiście z loukoumades - jedna porcja tychże z czekoladą wystarczy, żeby się się odechciało słodyczy na najbliższe 40 dni (wbrew pozorom nie chodzi o wygląd, po prostu w takiej wersji są niemożliwie słodkie) ;).

Można też spotkać poprzebierane dzieciaki:


Kto chce się sprawdzić, może spróbować policzyć latawce na tym zdjęciu (radzę powiększyć):

Wyniki można przesyłać pocztą; różnica między tym, co Wam wyszło, a prawidłową liczbą, to stopień zabrudzenia Waszych monitorów ;).