poniedziałek, 24 listopada 2008

FAQ, czyli Pytania, Które Padają Zawsze

Według częstotliwości zadawania, od najrzadszego:


1. Czy te robaczki to cyrylica?

Nie, to alfabet grecki. Stary jak coś bardzo, bardzo starego.


2. W Grecji są grekokatolicy, prawda?

Nie, w Grecji dominuje kościół orto-doksyjny. Czyli prawo-sławny.


3. Czy stara greka bardzo się różni od nowej?

I tak, i nie. W każdym razie, znajomość żadnej nie jest wystarczająca do tego, żeby bez przeszkód porozumiewać się w tej drugiej, ale przejście ze starej greki do nowej jest mniej traumatyczne (jeżeli nie liczyć szoku estetycznego).

sobota, 22 listopada 2008

Kto odważny?

Jeżeli ktoś jest gotów rzucić wyzwanie grawitacji, proponujemy spędzić godzinę na tej oto ławeczce:
Pion i poziom wyznaczają ramy zdjęcia, żeby nie było :).

czwartek, 13 listopada 2008

Kilka drobnych zlosliwosci

Pogoda poczula sie chyba do odpowiedzialnosci, bo dzisiaj swieci slonce i mozna isc na spacer bez ryzyka zamarzniecia (ryzyko przejechania na zielonym swietle pozostaje bez zmian).

Milosnikom gier losowych goraco polecamy greckie stypendia rzadowe. Nic nie podnosi poziomu adrenaliny bardziej niz oczekiwanie najpierw na decyzje o przyznaniu tegoz stypendium, a potem na chwile, kiedy wreszcie dostanie jakies pieniadze (przy czym tego drugiego przypadku historia jeszcze nie odnotowala, wiec napiecie nadal rosnie). Niemniej, brak finansow ma swoje zalety - mistrzostwo niskobudzetowej kuchni w tydzien murowane!

Zagadka na ten tydzien: po co w uniwersyteckiej pracowni kamery internetowe, skoro programow, ktore wymagalyby ich uzycia, lub przynajmniej na nie pozwalaly, ani na lekarstwo?
Dodatkowe pytanie: ile lat zajmie administratorom odkrycie istnienia Firefoksa?

wtorek, 11 listopada 2008

Kiedy słoneczko nie grzeje tak cudnie

Północ źle znosi lato. Południe natomiast ma zauważalne problemy z zimą. Nie to, żebym przez ostatnie trzy miesiące miała ogrzewanie w pokoju, ale chmury nad palmami budzą poczucie niesprawiedliwości losu.

Ateny od kilku dni toną w chmurach, z których jak dotąd żaden deszcze jeszcze na szczęście nie spadł, ale wygląda to wszystko razem jak żarówka pewnej firmy, czyli wisi i grozi.
Termometr na ulicy twierdził, że jest 20 stopni, ale albo wiatr zabrał z nich co najmniej trzy czwarte, albo te trzy czwarte były propagandą. Tak czy inaczej, raj zaczyna przypominać raj przed potopem, a ja powoli rozglądam się za kaloszami i pontonem, bo jeżeli będą tu szaleć takie ulewy, jak czasem we wrześniu, to jedno i drugie bardzo się przyda.

Moje mieszkanie wykazuje bliskie pokrewieństwo z piwnicą i lodówką. Lodówka wprawdzie się nie przyznaje, a z piwnicą nie miałam jeszcze okazji rozmawiać, ale coś mi mówi, że jednak się nie mylę.


Akropol w chmurach.


Słońce broniło się dzielnie...

...ale dzisiaj znowu chmury przejęły niebo i wiszą nad górami (widok z 8 piętra Wydziału Humanistycznego; nie wiem, czy tam wolno chodzić;).

piątek, 7 listopada 2008

Metafora*, czyli z greckiego: transport

Ateńskie autobusy dostarczają interesujących przeżyć.

Trzeba na przykład patrzeć uważnie, w co się wsiada, bo w środku żadnej informacji na temat nie ma. Pewnie dlatego, żeby zmiana numeru kosztowała mniej zachodu. Dojeżdża sobie taki autobus do pętli, podchodzi inny kierowca i pyta: "Czym ty przyjechałeś?", "A co, nie zmieniłem?" - odpowiada ten pierwszy, wciska odpowiedni guziczek, na wyświetlaczu pojawia się nowy numer z nową trasą i można jechać dalej.

Warto zaprzyjaźnić się z mapą komunikacji miejskiej (można ją pozyskać drogą wzięcia ze stojaka na lotnisku), ponieważ sugerowanie się nazwami przystanków może być mylące. Dla przykładu, mamy linię 220 kursującą na linii Akadimias-Ano Ilisia, 221 z Akadimias do Panepistimioupoli (czyli kampus uniwersytetu - rosną tam sosny, akademiki i kilka wydziałów) i 235 Akadimias-Zografou. Na pierwszy rzut oka widać, że startują z tego samego miejsca, ale dopiero na miejscu okazuje się, że wszystkie w tym samym miejscu również kończą. Wot, tiechnika, jak w starym dowcipie.

Zabawnie wygląda spotkanie dwóch autobusów na drodze, której szerokość pozwala na przyjazd tylko jednemu. Stają naprzeciw siebie, patrzą sobie głęboko w maski, po czym jeden wycofuje się, a drugi zjeżdża na wysepkę kawałek dalej, żeby przepuścić ten pierwszy. Przygodni widzowie oddychają z ulgą - jeszcze jeden konflikt udało się rozwiązać pokojowo.

Równie zabawnie wygląda skrzyżowanie obserwowane ze środka środka komunikacji, który wjechał na to skrzyżowanie (trzeba nadmienić, że to było duże skrzyżowanie, z dużą ilością świateł, przejść i zirytowanych środków lokomocji) na swoim czerwonym świetle, blokując drogę licznie przemieszczającym się po ulicy samochodom. Trudno się dziwić, że klaksony i spojrzenia poszły w ruch?


*akcent na ostatnią sylabę prosimy :)

środa, 5 listopada 2008

Porady drobne

W dzisiejszym odcinku: nie polecamy otwierania płynu do mycia naczyń zębami. Nawet jabłkowy smak w tej sytuacji nie pomaga i można się nieźle wpienić.

W przypadku zmiany koloru światła na czerwone po pięciu sekundach należy spokojnie kontynuować przechodzenie przez ulicę. Takie sprawy są na porządku dziennym i kierowcy narobią więcej hałasu niż zwłok.

poniedziałek, 3 listopada 2008

Pod Akropolem

Pod Akropolem, jeżeli się odpowiednio zgubi, można trafić na Anafiotika, czyli osiedle (a właściwie kilka uliczek) wyspiarskich domków. Zbudowali je na skałach mieszkańcy wyspy Anafi (nie wszyscy, rzecz jasna), którzy przenieśli się do Aten po odzyskaniu przez Grecję niepodległośc.

Pocztówkowe białe domki z niebieskimi (najczęściej) elementami, białe, bardzo wąskie uliczki, dużo kwiatów i koty. Śliczne, nostalgiczne, dość opustoszałe i trochę zaniedbane miejsce. Ludzi jest tam mało - nieliczni turyści, którzy się tam bardziej lub mniej celowo zabłąkają, i prawie niewidoczni mieszkańcy. Niemniej, ktoś tam z całą pewnością żyje, o czym świadczy całkiem nowoczesna niebieska szafka skrzynek pocztowych, na oko zupełnie z innego świata. Tak sobie po prostu wyrasta z ulicy.


Biała ściana, niebieska rama okienna, czarny kot. Nie przebiega drogi, ale czasem patrzy zagadkowo.



Doniczka. Znowu biało i niebiesko.


Domki, schody. W górze Akropol.


Schodki z towarzyszeniem ścian.


Kot strzeże przejścia. Strzeże tak skutecznie, że nikt nie wie, dokąd prowadzą te drzwi.

niedziela, 2 listopada 2008

Czy zielone, czy czerwone, przejście zawsze dozwolone, czyli garść wieści

Moi sąsiedzi preferują chyba zdrową kuchnię, przynajmniej tak by wynikało z zapachów unoszących się wieczorem w kamienicy - niedobór węgla z całą pewnością im nie grozi. Ciekawe tylko, jak sobie radzą z zapotrzebowaniem na inne składniki pożywienia?

Jeżeli chodzi o sprawy mieszkaniowe, koniec końców zdecydowałam się na umycie wanny. Teraz już widać, że kiedyś była biała.

"Mój" Francuz imprezuje w kuchni z kolegami Erazmusami, ale nie produkują węgla, tylko decybele. Niestety, ich zawartość pozostaje dla mnie głęboką tajemnicą. Decybeli znaczy, nie kolegów. Kolegów zawartości mniej więcej się domyślam.

Zaczynam powoli rozważać zarzucenie wycieczek w okolice Areopagu, ponieważ ile razy tam idę, zawsze przyłącza się jakiś Grek (statystyka - dwa razy, dwóch Greków). Niestety, Plaka ogólnie jest po tym względem "bezpieczna", dzisiaj dla odmiany na którejś z uliczek młody człowiek w koszulce Panathinaikosu zapytał, czy jestem artystką - twierdził, że to kwestia stroju; myślałby kto, że spódnica wystarczy, ale biorąc pod uwagę stopień zadżinsowania ulic... Drugi z kolei (pół Grek, pół Marokańczyk, jak się dowiedziałam) wziął mnie za Hiszpankę i tęż spódnicę usiłował powiązać z flamenco. Nieźle się zaczął ten sezon, w poprzednim byłam Turczynką i Francuzką (zdążyłam się już otrząsnąć z tego szoku, ale pierwszy rok był ciężki;).

Grecy, kiedy już uwierzą, że się mówi w ich języku i przestają odpowiadać po angielsku, zaczynają pytać. Standardowo muszą się dowiedzieć, skąd jesteś, gdzie się nauczyłeś greki i jaki jest twój znak zodiaku. Kolega w koszulce Panathinaikosu tym się wyróżnił, że o horoskopie nie wspomniał. Naprawdę jestem pod wrażeniem!

Ponieważ załatawianie spraw wstępnych ciągle trwa - czekam na telefon z ministerstwa i szykuję się na spotkanie z panią tutorką - z czystym sumieniem spędzam czas na rozrywkach kulturalnych. Czyli zwiedzam. Albo przynajmniej robię zdjęcia. Na razie zajrzałam do skarbów mykeńskich (pozdrowić tabliczkę Tn 316) w Muzeum Archeologicznym i Muzeum Epigraficznego, które to muzeum jest z kilku względów interesujące. Po pierwsze dlatego, że jest tam dużo inskrypcji. Po drugie dlatego, że żeby tam wejść, trzeba pokonać bardzo paskudną ulicę, a potem zadzwonić dzwoneczkiem. Po trzecie w końcu dlatego, że zwiedza się je indywidualnie, bo prawie nikt tam nie przychodzi. I pewnie dlatego wstęp jest wolny z założenia i nie muszę machać żadną legitymacją, żeby mnie wpuścili bez płacenia (greckie muzea państwowe są cudowne, albowiem studenci krajów Unii Europejskiej zwiedzają je gratis. nie czekać, przyjeżdżać!). Rozważam pójście tam i zapytanie, czy nie potrzeba kogoś do pomocy. Marzy mi się własny estampaż.

piątek, 31 października 2008

komunikacja

W Atenach slonce. Duzo slonca. W moim pokoju dalej go nie ma, ale staram sie caly dzien spedzac na ulicy, a tam swieci intensywnie.
Dzisiaj dzien drugiego podejscia do Ministerstwa Edukacji Narodowej i Wyznan Religijncych - tym razem udanego. Wczorajsze nie doszlo do skutku ze wzgledu na strajk metra. W centrum i okolicach zapanowal fascynujacy chaos, wiec zwatplilam w autobus i poszlam do internetu ogladac telenowele - dziala na szczescie, wiec moge spokojnie przyblizac sie do konca - bohaterka wlasnie stala sie piekna, a jeszcze 79 odcinkow.

Ministerstwo jest wielkie, biale, prezentuje sie dumnie i swieci. W srodku jest rowniez biale i ma mnostwo korytarzy, mnostwo identycznych drzwi z roznymi numerkami i, niespodzianka, bardzo sympatycznymi ludzmi w srodku. Jeszcze wieksza niespodzianka, tym razem zamiast zaniesc tone papierow i dostac jeden kwitek, dalam jeden kwestionariusz i dostalam tone zaswiadczen. Ciekawe, czy na ktores z nich mozna kupic znizkowy bilet na komunikacje miejska?

Wracajac do pieknych Aten, zawieramy powoli znajomosc, ja i atenska komunikacja. To znaczy, ja czasem musze z niej skorzystac, a ona jest - chyba, ze akurat cos nie jezdzi, jak na przyklad wczoraj metro. A wlasciwie kolejka naziemna, ktora czasem nurkuje w tunel dla przyzwoitosci, zeby zachowac prawa do nazwy.

Jezeli przemieszcza sie na piechote, co jest o wiele bardziej pewnym sposobem, napotyka sie wszedzie swiatla, co zmieniaja sie bez mrugniecia, jak, za przeproszeniem, zaba w mikserze z dowcipu - zielone, pstryk czerwone. Co prawda i tak nie ma roznicy zbyt wielkiej, bo na zielonym swietle dla pieszych jest tylko troche mniej samochodow. W sumie to fajna dekoracja z tych swiatel :).

czwartek, 30 października 2008

skad sie bierze sens?

Po wczorajszym kryzysie zaczelam sie zastanawiac, czy latwiej zmienic mieszkanie, czy umyc wanne w starym i zmienic zarowke w pokoju. Glosy mozna przesylac via sms badz zostawiac w komentarzach.

Tak czy inaczej, wystarczyly dwa dni, zeby sobie uswiadomic, ze bez swiatla i drugiego czlowieka nie da sie zyc. Nic nowego, ale na wypadek, gdyby ktos tez zapomnial w natloku spraw, lepiej niech to przeczyta tu, zamiast jechac na drugi koniec swiata. Nawet jezeli to drugi koniec swiata na tyle malego, ze pierwszego dnia na uniwerku spotyka sie znajomych sprzed dwoch lat :).